Test szybkiego pisania na klawiaturze
00:00 Przerwij
Pomiar na czas

Test szybkiego pisania na klawiaturze

Przepisuj widoczny tekst przez minutę. Wynik to liczba słów na minutę, liczona wyłącznie ze znaków, które zgadzają się z wzorcem, jedno słowo to pięć znaków ze spacjami.

Zegar rusza przy pierwszym znaku, nie przy wejściu na stronę.

Błędów nie trzeba poprawiać, ale niezgodne znaki nie liczą się do wyniku.

Dwa warianty tego samego tekstu: z polskimi znakami i bez ogonków.

Do rozkładu trafia sam pomiar: bez adresu i bez identyfikatora.

Skąd się bierze liczba słów na minutę

Jedno „słowo” w tym pomiarze to pięć znaków razem ze spacjami i interpunkcją. Konwencja jest starsza od komputerów i wzięła się stąd, że liczenie prawdziwych słów dawało wyniki nieporównywalne: kto przepisywał tekst z krótkimi wyrazami, wychodził na szybszego bez żadnej zasługi. Pięć znaków odpowiada z grubsza przeciętnemu angielskiemu słowu razem z odstępem.

Polskie słowa są dłuższe, więc ta sama liczba oznacza u nas mniej rzeczywistych wyrazów. W tekście z tego testu wyraz ma z odstępem 6,8 znaku: wynik 50 słów na minutę to w praktyce około 37 polskich wyrazów. Nie jest to błąd pomiaru, tylko cena porównywalności: gdybyśmy liczyli po polsku, nie dałoby się zestawić wyniku z żadnym innym testem.

Ile to jest dużo

Największe badanie pisania, jakie do tej pory zrobiono, zebrało 136 milionów naciśnięć klawiszy od 168 tysięcy osób. Średnia wyszła 52 słowa na minutę. Najwolniejsze dziesięć procent pisało poniżej 26, najszybsze dziesięć procent powyżej 78, a pojedyncze osoby przekraczały 120. Na tych trzech liczbach stoją progi w tym teście, nie wymyśliliśmy ich.

Trzeba przy tym wiedzieć, czym ta próba jest. Uczestników zwerbował serwis oferujący testy i kursy pisania, 85 procent stanowili rodzimi użytkownicy angielskiego, a 72 procent miało za sobą kurs pisania. To nie jest przekrój populacji, tylko zbiór osób, które z jakiegoś powodu chciały zmierzyć sobie tempo, a takie osoby piszą szybciej niż przeciętny człowiek. Do tego dochodzi język: polskie ogonki wymagają dodatkowego klawisza, więc ten sam człowiek uzyska u nas wynik niższy niż na tekście angielskim. Jeśli wypadasz poniżej średniej, to niekoniecznie znaczy, że piszesz wolno.

Kurs pisania bezwzrokowego daje mniej, niż obiecuje

To najbardziej zaskakujący wynik tego badania. Osoby, które przeszły kurs pisania, pisały średnio o pięć słów na minutę szybciej od tych bez kursu, przy rozrzucie rzędu dwudziestu słów. Różnica istnieje, ale ginie w indywidualnych różnicach. Uczestnicy, którzy nie używali wszystkich palców i nigdy nie uczyli się układu bezwzrokowego, osiągali tempo porównywalne z osobami wyszkolonymi, a część z nich wyższe.

Co naprawdę wiąże się z szybkością? Nakładanie: naciskanie kolejnego klawisza, zanim poprzedni zostanie zwolniony. Korelacja z tempem wynosi tam 0,73, czyli więcej niż przy jakiejkolwiek deklaracji o wyszkoleniu. Nakładanie nie jest techniką, której się uczy: bierze się z tego, że ręka przestaje czekać na potwierdzenie i planuje dwa ruchy naraz. Rośnie samo, wraz z liczbą przepisanych znaków.

Dokładność nie jest dodatkiem do szybkości

W tym teście wynik liczy się wyłącznie ze znaków zgodnych z wzorcem, i to nie jest surowość dla samej surowości. W danych z badania widać, że osoby piszące poniżej 25 słów na minutę robią i poprawiają bardzo dużo błędów, ich tempo spada nie dlatego, że wolno naciskają, tylko dlatego, że połowa pracy idzie na cofanie. Powyżej 30 słów na minutę zależność jest już liniowa: im ktoś szybszy, tym mniej naciśnięć zużywa na jeden znak tekstu.

Praktyczny wniosek jest odwrotny do intuicji. Jeśli dokładność spada poniżej 95 procent, drogą do lepszego wyniku jest zwolnienie, a nie przyspieszenie. Backspace kosztuje dwa naciśnięcia i przerywa rytm, więc każda literówka jest droższa, niż się wydaje.

Rekord, którego nikt nie zweryfikował

W internecie krąży liczba 212 słów na minutę jako rekord świata, przypisywana Barbarze Blackburn. Warto znać jej historię w całości. Guinness umieszczał ją w kategorii najszybszego pisania w wydaniach z lat 1976–1986, podając 170 słów na minutę i 145 utrzymywane przez 55 minut. Wynik 212 to jej własna deklaracja z 1986 roku, dotycząca krótkiej chwili. Rekordy przyjęto bez oficjalnego testu, a jedynym poświadczeniem był promotor układu klawiatury, na którym pisała. Od wydania z 1987 roku Guinness usunął całą kategorię, powołując się właśnie na niemożność zweryfikowania tych wyników.

Dlaczego wynik z telefonu będzie inny

Ten test da się zrobić na telefonie, ale porównywanie wyniku z klawiaturą fizyczną nie ma sensu. Badania nad pisaniem na ekranie dotykowym pokazują tempo w okolicach 30 słów na minutę wobec około 60 na zwykłej klawiaturze, różnica bierze się z braku wyczuwalnych klawiszy i z tego, że kciuki nie mogą nakładać naciśnięć. Autokorekta dodatkowo zmienia to, co widzimy w polu, więc pomiar mierzyłby po części pracę oprogramowania.

Co porównują dwa warianty tego testu

Wersja bez ogonków to dokładnie ten sam tekst z usuniętymi znakami diakrytycznymi, celowo, żeby różnica między wynikami pochodziła z samych ogonków, a nie z innego akapitu. Jest tu jedno zastrzeżenie, o którym trzeba wiedzieć: jeśli robisz oba warianty jeden po drugim, drugi wynik jest zawyżony, bo tekst jest już znany. Rzetelne porównanie wymaga przerwy albo odwrócenia kolejności przy kolejnym podejściu.

Co ten test mierzy, a czego nie

Mierzy tempo przepisywania widocznego tekstu. To nie to samo co pisanie własnych zdań: przy komponowaniu tekstu wąskim gardłem przestaje być ręka, a zaczyna być głowa, i tempo spada mniej więcej o połowę. Nie mierzy też sprawności umysłowej ani niczego, co dałoby się nazwać zdolnością: szybkie pisanie jest wyuczoną motoryką, silnie zależną od liczby przepisanych znaków w życiu. Człowiek piszący 80 słów na minutę nie myśli szybciej, tylko więcej pisał.